Featured

#003 Żur „Solcowy” z Przepisów i opowieści

Wywar składniki:

  • 1 kg wędzonych kości wieprzowych
  • 2 pęczki włoszczyzny
  • 3 cebule
  • 1/2 główki czosnku
  • kilka suszonych borowików
  • 1 łyżka ziaren czarnego pieprzu
  • 1 łyżka ziaren ziela angielskiego
  • 1/2 garści świeżych liści laurowych lub garść suszonych

Dodatki

  • 1/2 –1 l zakwasu
  • 500 g białej kiełbasy
  • 400 g wędzonego boczku
  • 500 g ziemniaków
  • 1/2 główki czosnku
  • 4–6 jajek
  • 200 ml kwaśnej śmietany
  • 1 korzeń chrzanu
  • 3–4 łyżki majeranku
  • sól
  • świeżo zmielony czarny pieprz

Wywar

Cebule opal, wszystkie składniki na wywar (z 1 pęczkiem włoszczyzny)
zalej wodą tak, aby sięgała około 10 centymetrów ponad ich poziom.
Gotuj 3–4 godziny. Jeżeli się śpieszysz, możesz przykryć garnek.
Świetny do przyrządzania wywaru na żur jest także szybkowar.

Dodatki

Kiedy wywar będzie się gotował, pokrój boczek na plastry (tak jak lubisz,
ja preferuję grubość 1–3 centymetrów) i zrumień je na patelni. Nie kładź
na patelnię zbyt wielu plastrów, tylko tyle, aby pokrywały powierzchnię.
Tłuszcz zlej do oddzielnego naczynia. Ziemniaki obierz, pokrój w kostkę
i ugotuj. Pokrój drugi pęczek włoszczyzny (wielkość kawałków to rzecz
gustu, osobiście wolę większe). Warzywa zrumień na tej samej patelni
co plastry boczku, na tłuszczu, który się z nich wytopił. Na sam koniec
dodaj rozgnieciony czosnek, ale go nie smaż, niech temperatura tylko go
muśnie.
Jajka zalej zimną wodą i gotuj 8 minut, licząc od momentu zagotowania
się wody. Powinny ugotować się na twardo. Zahartuj je (wylej gorącą wodę
i zalej jajka zimną) i pozostaw, aby ostygły.

Żur

Zakwas dokładnie wymieszaj. Przecedź wywar. Gotuj na małym ogniu,
stopniowo wlewaj zakwas, cały czas mieszając. Zależnie od ilości mąki
w zakwasie sprawdzaj, jak żur tężeje. Czasami wystarczy wlać 500
mililitrów wody, a czasami potrzebny jest cały litr. Przestań, gdy zupa
będzie tak gęsta, jak lubisz. Ostrożnie dopraw pieprzem i solą, jeśli trzeba.
Majeranek rozetrzyj nad garnkiem w dłoniach. Dodaj całe pęta białej
kiełbasy. Na drobnej tarce utrzyj chrzan. Dodaj go pod koniec gotowania.
Bardzo trudno jednoznacznie określić ile, bo ma on różną ostrość.


Sposób podania

Nalej do talerza tyle zupy, ile chcesz zjeść. Dodaj do niej usmażone
warzywa i boczek. Serwuj z łyżką zimnej kwaśnej śmietany.


Warto wiedzieć

Ziemniaki i warzywa po kilku dniach butwieją od wysokiej kwasowości,
dlatego warto przechowywać je oddzielnie. Jak powszechnie wiadomo,
żur dobrze jest trzymać długo, bo z każdym dniem staje się lepszy.
W wersji postnej warzywa do wywaru zrumień na maśle i nie dodawaj
wędzonych kości

Przepis na żur pochodzi z książki:
„Suwała, Baron i inni
Przepisy i opowieści”
Wydanej przez Wydawnictwo Dwie Siostry

Fotografie: Igor Haloszka

Featured

Żur #001

Jeden z wielu moich „Żurów”

Przepisów na dobry żur jest nieskończenie wiele jak przepisów na dobry sex?

Ale zaraz, zaraz „przepis na dobry sex”?! – przecież to powinno się czuć i dać się ponieść intuicji, a nie klepać wedle przepisu… Tak też jest z żurem, choć wiedzy, inspiracji, dobrych pomysłów nigdy za wiele!

Od tej chwili opublikuje kilka moich, różnych przepisów, na zakwasy, żury, dziwne białe barszcze z różnych okresów- właściwie wszystko co znajdę

Napisałem „żur”, ale tak naprawdę miałem na myśli kwaśną zupę. Prawdziwy żur powstaje oczywiście z zakwasu z żytniej mąki. W tym przypadku mamy pełną dowolność czy użyjemy zakwasu pszennego, z kaszy gryczanej czy jaglanej. Zasada jest jedna, pod koniec gotowania zupy stopniowo dolewamy zakwas ze zmiksowaną na puree kaszą, próbując przy tym czy zupa osiągnęła odpowiedni poziom kwasowości. Każdy ma swoje preferencje a i zakwas zakwasowi nierówny. Im dłużej go fermentujemy, tym większą ma moc. Dlatego nie wskazuję dokładnej ilości potrzebnej do przygotowania zupy. Każdy musi określić ją sam.

Ingrediencje

  • 700 g mąki żytniej
  • 3½ l wody
  • 1 główka czosnku
  • 2 liście laurowe
  • 1 łyżka ziaren pieprzu
  • 1 łyżka ziela angielskiego
  • 1 łyżeczka kminku

Utensylia

  • 4-litrowy słój
  • patelnia

Metoda: Wsyp mąkę do słoja, zalej litrem wody. Dokładnie wymieszaj, a nawet rozetrzyj, tak by nie zostały grudki. Dodaj kolejny litr i wymieszaj, następnie zalej pozostałą wodą. Wrzuć przyprawy na suchą patelnię i upraż, cały czas mieszając. Gdy poczujesz ich intensywny zapach, wrzuć jeszcze gorące do słoja. Czosnek przekrój na pół i wrzuć do zakwasu, po czym zakręć słój. Dokładnie wstrząśnij naczyniem, by wszystko dokładnie się wymieszało. Powtarzaj czynność raz na kilka dni.

Ingrediencje

  • 1½ l bulionu mięsnego (s. XXX) lub warzywnego
  • ½ l wody
  • zakwas
  • 80 g suszonych grzybów
  • 8 ziemniaków (najlepiej młodych)
  • 3 łyżki klarowanego masła
  • kawałek korzenia chrzanu
  • 1 łyżka miodu
  • pieprz
  • sól

Metoda: Zagotuj pół litra wody, zalej nią grzyby i przykryj naczynie. Pokrój ziemniaki w kawałki – nie musisz ich obierać, wystarczy, że dobrze je umyjesz. Przyda się do tego nowa gąbka do mycia naczyń. Rozpuść masło klarowane na patelni i ułóż na niej ziemniaki. Smaż na małym ogniu 10 do kilkunastu minut, tak zrumieniły się z każdej strony i były miękkie w środku.

Zagotuj wywar i zlej wodę z grzybów. Dolej dowolną ilość zakwasu, kontrolując poziom kwasowości. Nie gotuj. Grzyby posiekaj w dowolne kawałki i dodaj do zupy. Przy pomocy skrobaczki zrób wióry z chrzanu. Na patelni rozpuść miód i dodaj wióry, posyp solą i pieprzem. Poruszaj energicznie patelnią, by nic się nie przypaliło.

Wylej zupę na talerze, dodaj usmażone ziemniaki i karmelizowany chrzan.

Żur wielkanocny
Zdjęcia: Igor Haloszka
BLOG, PRZEPISY

Żur z chałki/ „mój żydowski żur

Żur z zakwasu z chałki pierwszy raz podałem w Solcu44 wiele lat temu. Następnie szerszą publikę miał na urodzinach Barbara Kirshenblatt-Gimblett, które odbyły się w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

Następnie na festiwalu Tish organizowanym przez Magdalenę Maślak, w pierwszej jego edycji k drugiej gdzie kolację wydawałem z Gefilterią i Kasią Federowicz, która dobierała alkohole do dań.

„ŻUR- na zakwasie z chałki/ kaczka- skwarki/ borowiki/ majeranek
Pairing: Vestal single potato
Jest to najbardziej polska zupa na bazie fermentacji żydowskiego pieczywa- chałki. Nie ma w sobie śmietany ani wieprzowiny – jest na kaczce- prócz gęsi najbardziej lubianym mięsie przez żydów w dawnej Polsce.”

Finalnie przepis spisałem dla Leah Koenig do książki The Jewish Cookbook
wydanej przez wydawnictwo Phaidon, które ukazało się w 2019 roku, dlatego jest po angielsku

Pomysł może się wydawać pojebany, ale jest mój i naprawdę słodycz, kwasowość świetnie grają z tłuszczem kaczki, gęsi nie mówiąc już o ich wędzonych wersjach.

Challah Sour Soup — Żur

CHALLAH SOUR

  • 1-2 stale Challahs
  • 1 whole garlic
  • 1 tbs of kosher salt
  • Mineral Water

OPTIONAL:

  • 1 stick of cinnamon
  • 15 cloves
  • 10 Allspice berries
  • 4 Bay leafs

Brake Challas into pieces and put them in a large jar (the best volume is 4 liters). Bread should fill the jar in 3/4 of its volume. Cut the garlic in half, horizontally and put it in the jar. At this point you can toast the spices and a dry pan and add them to Challah and garlic. Fill the jar with water. Leave approximately 5 cm space between the liquid and the lid.

Leave the jar in room temperature far from the sunlight. For the first 6 days release the fermentation gases by twisting off the lid.

The sour is ready after 3-4 weeks but the older it gets, the better. You can keep your sour for months. When the jars runs to the end you can simply feed it with new ingredients.

DUCK

  • 1 whole duck
  • Kosher salt
  • 4-6 cloves of garlic
  • 1/2 tsp of caraway seeds
  • 1/2 tsp of ground black pepper

Peel and chop the garlic to a paste, add salt, pepper and caraway seeds, and mix it well. Rub the duck both, inside and outside. Leave it for couple of hours or even overnight.

Preheat the oven to 200C, roast the duck in this temperature for 15 minutes. After that time decrease the temperature to 135C and keep roasting the meat for another 45 minutes. Once you finished, cool the duck down to room temperature and break it apart and debone the meat. Preserve the fat for further cooking, add the bones to the stock.

STOCK

  • Duck bones
  • 4 carrots
  • 2 large parsnips
  • 1 celeriac
  • 2 onions
  • 1/4 head of white cabbage
  • 1 leek
  • 1 bunch of parsley
  • 6 stalks of thyme
  • 12 Bay leaves
  • 6 allspice berries
  • 5 cloves
  • 1 star anise
  • Black pepper
  • Knob of butter

Wash the roots under cold water, get rid of remaining soil and cut them into pieces, you don’t have to peel them there is lots of flavors in the skin! Melt the butter in a large pan and fry the roots and spices until lightly brown. In the meantime cut an onion in half and burn it (with the skin on) burn it in a dry pan or on an open fire.

Put everything in a large pot, fill it with cold water (approx. 3-4 liters) and add the bones. Cook it on a small fire for 2-3 hours. Drain off the vegetables and bones, put them aside.

SOUP

  • 1-2 liters of Challah sour
  • 4 liters of stock
  • duck fat
  • 800 g of fresh boletus mushrooms
  • 4 onions
  • 6 – 8 potatoes
  • 6-10 cm of horseradish root
  • 6-8 cloves of garlic
  • 500 ml of double cream
  • 10 springs of fresh majoram
  • 10 springs of fresh thyme

Divide the duck fat in 4 parts. Chop onions and fry the on the 1/4 duck fat until golden. Brown the duck meat on another 1/4 of fat. Cut the mushrooms in slices and fry them on 3/4 of the fat. Wash and peel the potatoes and fry them until golden brown on the remaining fat.

Peel and chop the garlic and horseradish, mix it with the double cream in a food processor.

Mix the challah sour well you can also do it in a food processor — it shout have a smooth consistency.

Boil the stock and add some challah sour, mix well, heat it and taste. Decide how sour your soup should be — you can add whole 2 liters of sour, you can add more, you can add less. You can put the remaining sour back to the jar.

Add the rest of the ingredients: onions, meat and potatoes, bring it to boil. Add the garlic-horseradish-cream mixture and turn the heat off. It can be tricky because cream likes to curdle when added to a hot liquid. You can prevent it by putting the cream in a small bowl and gradually adding the soup to the cream and stirring. When the cream is watered down and lightly heated you can add it to the pot and mix it all together.

Serve the soup with fresh majoram and thyme.

SHORT

SHORT #015 Nowak wraca?

Ostatnio mój kolega niemieszkający w Polsce zapytał, czy są jeszcze jacyś krytycy kulinarni piszący do gazet? Odpowiedziałem, że jako ostatni robił to Maciej Nowak. 

Można było się z nim zgadzać lub nie zgadzać. Można było się go bać lub nie bać. Lubić bądź nie pałać do niego żadną sympatią, ale jedno było pewne – w każdy piątek, od bodajże 2006 roku, można było przeczytać w „Co jest grane?” recenzję kulinarną napisaną świetnym piórem. I wiecie co? „Pełną Gębą” Nowaka powraca po pięciu latach przerwy! Jak zapowiada sam autor na swoim IG, już wkrótce będziecie mogli go przeczytać w gazecie Stołecznej. 

Skąd tyle emocji?

Bo Nowak proszę Państwa to jest Postać! Barokowy, rubaszny birbant, wpadający do knajpy bez zapowiedzi, bez rezerwacji, ni stąd ni zowąd, najczęściej ze swoją (zazwyczaj bardzo liczną) świtą. Zamawia całą kartę – od góry do dołu. Bawi się długo lub, co jest gorsze, wychodzi przed końcem posiłku. 

Dlaczego się cieszę? 

Wiem, że mamy w Polsce wiele uznanych krytyczek i krytyków kulinarnych, którzy prowadzą blogi, współpracują z gazetami i jeżdżą po świecie. Zgadza się, ale Nowak to Nowak – ma swój styl, jego oceny są subiektywne, czego się nie wstydzi, a Warszawę zna od podszewki. Jestem bardzo ciekaw, jak Nowak sobie dziś poradzi i czy będzie miał taki zasięg, jak kiedyś. Ja na pewno mu tego życzę. Nie pytam, czy wizyty będą tak huczne i spektakularne jak kiedyś, bo wiem, że Wszyscy już dorośliśmy i jesteśmy grzeczni 😉 
Kiedy lata temu wróciłem do Warszawy, przez pół roku nie mogłem się go doprosić o recenzję Nowego Wspaniałego Światu, co tłumaczył zbyt bliską relacją z Krytyką Polityczną. Usłyszałem wtedy, że moja kuchnia mogłaby być lepsza, ale najważniejsze, że szef kuchni jest przystojny… Cóż – wrzucam tu archiwalne recenzję Macieja Nowaka z początków Solca 44 i Lokalu Bistro.
Mam nadzieję, że do szybkiego zobaczenia we Franku Panie Macieju!

Maciej Nowak o Solec 44: „Oprócz oddania się bezkrwawemu hazardowi można też tu zjeść. I to nie byle jak!”
https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,10781123,knajpa-na-solcu-bezkrwawy-hazard-i-dobre-jedzenie.html

I o L.B: ” Lokal. Bistro – prosto, najlepiej” „Jeździ człowiek po antypodach, szuka szczęścia i emocji w dalekich krainach, przeżuwa w skupieniu egzotyczne przysmaki a tymczasem to, co najważniejsze znajduje na własnej miedzy.”

SHORT

SHORT #013 „Kiełbasa Curry”

Opowiada Aleksander Baron

Przez większość życia byłem przekonany o tym, że geniusz inżynierii niemieckiej wmieszał, scalił, połączył mięso z mieszanką przypraw! Powiem Wam, że jest inaczej! …co zapewne wszyscy dobrze wiecie.
SHORT

SHORT #012 „O co chodzi z tym Polskim Choripanem?”

Otóż historia zaczyna się rok temu w Buenos Aires. Dokładnie rok i trzy dni temu!

Tam, podczas mojej podróży poznałem Choripána. W Argentynie, podobnie jak w Urugwaju, Chille, czy Peru, choripán to nazwa bardzo popularnej kanapki – nie kiełbasy! To najpopularniejsze danie ulicznej oferty gastronomicznej składa się: z kiełbasy – chorizo – zazwyczaj przeciętej wzdłuż i tak grillowanej, zrumienionej bułki – chrupiącej – przynajmniej w założeniu, i sosu chmichurri, który gość nakłada sobie sam tyle ile lubi.
SHORT

Short #011 Dwadzieścia lat po pluskwie!

Pluskwa milenijna i hot dogi

Kończy się rok, kończy się dekada i przypomina mi się cała historia związana z pluskwą milenijną – kogo jeszcze nie było na świecie albo był mały, ten nie pamięta. Rzekoma pluskwa miała na przełomie 1999 i 2000 spowodować awarię komputerów, które były stworzone tak, że zapisywały rok tylko dwiema ostatnimi cyframi. Miało to wywołać chaos, czasami wróżono w związku z tym nieuchronną apokalipsę.
Ofiarą „pluskwy” miały paść systemy, banki, elektrownie miały wybuchać, a samoloty spadać. De facto nie wiele się stało. Na pewno nic strasznego, jedynie na chwilę zatrzymała się Pakistańska giełda, w Japonii w elektrowni jądrowej uruchomił się alarm, A w jednym z australijskich banków ludzie nie mieli dostępu do swoich pieniędzy. Natomiast w Danii pierwsze urodzone dziecko zostało zarejestrowane przez system jako stulatek. Jedynymi prawdziwymi ofiarami Y2K było kilka matek z Sheffield w Wielkiej Brytanii, ponieważ w wyniku błędnej informacji o nieprawidłowo rozwijających się płodach, kilka kobiet dokonało aborcji.

1 Stycznia 2000 roku, wracając popołudniu z sylwestrowej imprezy, spotkałem na dworcu brata.

Nasze doświadczenie pluskwy jedynie to bilety, które kupiliśmy wracając po sylwestrowej nocy do domu – a wtedy mieszkaliśmy w Legionowie, a nawet jeszcze dalej… ponieważ wysiadaliśmy na „Legionowo Przystanek”, po czym szliśmy dwa kilometry od „dworca” lasem. I wiecie co? Wtedy też był smog i to jaki! Ostatnio z Konradem wspominaliśmy czarny śnieg i „mgłę” taką, że ledwo było widać światło, które dawały latarnie – a tych po drodze było zaledwie kilka.

Z stołecznej szkoły do Legionowa jeździliśmy z rodzicami, którzy wracali z pracy samochodem. Alternatywą była podróż pociągiem z Dworca Gdańskiego. Pierwszy wariant podróży był wygodny, lecz w określonej godzinie, która nie zawsze pasowała nam – nastolatkom. Posiadał też drugą dużą wadę – trzeba było opowiedzieć codziennie na pytanie – „jak było w szkole?”, w taki sposób by uniknąć rozmowy o ocenach.
Podróż pociągiem gwarantowała za to masę przygód i ryzyka przełomu lat 90 i 2000. W pociągach znaczna część pasażerów piła i paliła – nikt na to nie zwracał uwagi. Zawsze śmierdziało. Często nie było w przedziałach półek – bo zostały ukradzione, którejś nocy na bocznicy. Co do tych nocy – wtedy też odwiedzałem regularnie kolejowe bocznice – bynajmniej by kraść. Za pomocą farb nanosiłem swoje „imię” na pomarańczowe blachy pociągów. Kiedy spotykaliśmy przypadkiem tych, którzy pod osłoną księżyca rozkręcali kolejowe składy na aluminium – rzekome półki- wtedy wiedzieliśmy, że jesteśmy bezpieczni. Oni mieli to „dogadane”.

Zdjęcie z rodzinnego albumu Babci Teresy podpisane ” Aleksander- „graficiarz” 1999 rok

Największą dumą było wracać do domu pomalowanym przez siebie pociągiem. Co dzień w podróży można było spotkać niedobitki skinheadów, co prawda ich reprezentacja była mniej liczna, niż w pierwszej połowie lat ’90. Natomiast zjawisko określane „dresiarstwem” było tak popularne, że aż trudne do ujęcia w jakieś ramy. Raz próbowano mnie wyrzucić z jadącego pociągu. Ktoś się za mną wstawił. Na co dzień nosiłem ze sobą nóż, flamaster, kartę telefoniczną, i komórkę- Motorolę Manhattan MD1-1D11- zdecydowanie łatwiej było ją ukryć w plecaku niż gdziekolwiek indziej.
Zdarzyło się kilka razy, że przez okna jadącego pociągu wlatywały cegłówki. Nie zapomnę nigdy biegnącego konduktora przez przedziały krzyczącego by wszyscy padli pod okna i chronili głowy. Jedna dziewczynka straciła życie. Nie wiem czy winnych ujęto. Wykrywalność była niska.

Zanim wsiadło się do pociągu zazwyczaj trzeba było na niego poczekać. W wieku 16- 17 lat człowiek jest nieprzerwanie głodny. Za drobne wygrzebane z kierman, czy z dna plecaka, można było kupić w sklepiku sezamki. Kosztowały 38 groszy. Na dworcu można było też nabyć zapiekanki, hamburgery i hot-dogi. Te ostatnie były wtedy moim zdaniem „najlepsze”.

Dworzec miał zawsze te same stałe: szarość, odór i mieszkańców. A wśród nich starszą Panią, która robiła wszystko by obrzydzić mi wymarzonego hot-doga. Przysiadała się do mnie, obok i tłumaczyła z czego zrobione są parówki. Mówiła z wyraźnym obrzydzeniem, że parówki robi się z mielonych wymion, śledziony i mózgów, a wszystko po to by przejąć moje jedzenie! Nie wiedziała jeszcze, z kim ma do czynienia! Nigdy nie zrezygnowałem ze swojej spuchniętej parówy w zapychającej bułce.

peace2: Forin, Harte, Mrcl, Mers, Reb, Wyrok123, Ax/Vhs

„Dwadzieścia lat…” chciałoby się zacytować Paktofonikę ale może wydać się to patetyczne

Okładka Times z 18. Stycznia 1999
SHORT

Czy Marco Pierre W. dał dupy?

Kończy się rok, kończy się kolejne dziesięciolecie- postanowiłem zajrzeć do swoich pierwszych publikacji i zobaczyć czy wytrzymały próbę czasu. Oceńcie sami.

 „Czy Marco Pierre W. dał dupy?”

ALEKSANDER BARON
9 LISTOPADA 2011

To tylko łagodna wersja tego, co można usłyszeć po kuchniach. Pisze się o tym nawet w postach Facebooku. Pewnie jesteście ciekawi komu daje? Jeżeli w ogóle daje – to daje wielkiemu koncernowi, który na całym świecie rządzi w dziedzinie półproduktów w kuchniach – kuchniach olbrzymach – cateringowych molochach, w których królują „drogi na skróty” w postaci kubłów z pastami. Z tych mazi powstają rosoły, zupy, sosy do mięs i makaronów, sosy do deserów. Uwierzcie mi – widziałem to na własne oczy – „gotowe” można kupić już wszystko. W jednej z tysięcy kuchni brytyjskiego imperium słyszałem dokładnie to samo, co słyszy się tu w mojej maluczkiej – „Marco Pierre W. dał dupy”. Mogę chyba mówić, że zaobserwowałem cały proces „oddawania się” króla. A i owszem – króla! Bo Marco Pierre W. jest nim niezaprzeczalnie. Tym większy to mezalians. 

Przyjrzyjmy się pokrótce jego sylwetce – to chef z drugiego pokolenia, wychowany w industrialnym Leeds, w wielodzietnej rodzinie. Nie przelewało im się. Marco, porzuciwszy szkołę, zaczyna praktyki w kuchni. Pnie się szybko do góry. Chce. Ma  podstawowy czynnik sukcesu – determinację!

W 1987 otwiera pierwszą restaurację. W tym samym roku dostaje gwiazdkę Michelin, rok później drugą. Zaczyna wielką kolekcję gwiazdek, którą kończy w 1999 wypinając się w stronę Michelin Guide słowami: „Oceniali mnie ludzie o wiedzy mniejszej niż moja, więc ile w rzeczywistości warte były te oceny? Zbyt wielką wagę przykładałem do opinii kontrolerów Michelin i w ten sposób pomniejszałem sam siebie. Miałem do wyboru trzy drogi: mogłem być więźniem swojego świata i dalej pracować sześć dni w tygodniu; mógłbym żyć w zakłamaniu, narzucać wysokie ceny i nawet nie stawać przy piecu; albo mogłem zwrócić gwiazdki, spędzać czas z moimi dziećmi i wymyślić się na nowo.” (przełożył Łukasz Zaremba) W efekcie Marco Pierre W. przestaje gotować. 

Jest nauczycielem Gordona R., Hestona B. … Słynie z kontrowersji – kiedy jego francuscy odpowiednicy chowają się przed samymi sobą z paleniem papierosów, on się z nimi afiszuje.  Serwuje wykwintne danie używając ketchupu Heinza. Buduje wokół siebie legendę. Dziś widzimy jak zachwala kostkę rosołową rozprowadzając ją na mięsie!  

Czy to tak dziwi? Czy nie jest konsekwencją buntu i buntu i skłonności do „przekrętu”, drwiny z innych kucharzy, gości i w końcu z nas też? Czy właśnie nie o nim czytacie tekst? Niewątpliwie jest to więc sposób na sławę. 

Pójdę tropem prostytucji – chodzi zapewne o pieniądze. Ile? Tego nie wiem, ale sądząc po rozmiarze zjawiska – reklama pokazała się na kilku kontynentach – płacą mu dobrze. Niejaki Anthony B. – nie lada rozrabiaka, kucharz i gwiazda telewizji nie raz przytacza puentę dowcipu „Ustaliliśmy, że jesteś kurwą. Teraz ustalmy ile bierzesz.” Nikogo nie chcę bronić. Stwierdzam fakt – mam prawo, bo wiele doświadczyłem – Ci ludzie ciężko pracowali przez lata przy garach, przez lata pot codziennie lał się im nogawkami do skarpet i żaden z nich nie pomyślał, że będzie miał możliwości zarabiania w ten sposób. Sposób łatwy i szybki. 

Wielu z nas może mówić o honorze, godności. Jest taki wiersz Pani Wisławy S. – niestety pamiętam tylko przesłanie i to, że mówiłem o tym w podstawówce. Nie możemy oceniać ludzi, którzy znaleźli się w sytuacjach, w których my się nigdy nie znaleźliśmy.

* tekst powstał dla Zwierciadła

BLOG, SHORT

Short #009/ anons / JESTEM DO WZIĘCIA

Newcastle upon Tyne, Anglia 2007 Fujica AX5
https://www.instagram.com/baronphoto/

Jest lato — są wakacje. Wstaję rano do pracy, a pracuję więcej niż ostatnio niemniej jestem szczęśliwszy niż ostatnio. Był taki moment, że obudziłem się po pierwszym dniu naszej obecności na Minimarkecie i pomyślałem sobie: jest cudownie! Nikomu, z niczego nie muszę tłumaczyć, nie zwalać winy, że słaby ruch bo pogoda, bo Warszawa na Open’erze czy gdzieś poza miastem. Jestem kurwa wolny! Co nie znaczy, że nie mam żadnej odpowiedzialności, bo odpowiadam sam przed sobą, przed swoimi ludźmi i przed gośćmi. Tylko tyle i aż tyle. Takiej odpowiedzialności właśnie chciałem, co więcej z radością ją na siebie wziąłem. Od trzech tygodni działamy w Lunaparku, a od tego tygodnia jesteśmy też na Nocnym. My, czyli zespół ludzi twórczych i zdolnych, którzy razem ze mną realizują moje działania. Nazywamy się rodziną — Baron the Family.

Czas zatem dać tę informację w obieg publiczny: Jestem i jesteśmy do wzięcia. Możemy pojechać w każde miejsce w Polsce i na świecie. Możemy rozpalić ogień, nasze grille, wędzarki, czy wykopać dół i coś w nim upiec. Możemy zbudować kuchnię polową lub skorzystać z czyjejś w pełni profesjonalnej. Sami też rozglądamy się na spokojnie za lokalem — wszystko przyjdzie w swoim czasie.

Możemy zorganizować bal, przyjęcie, wesele czy raut- na salonach lub i chętniej, po środku lasu, na wyspie, plaży, nad jeziorem czy w rzece.
Może jeszcze inny pomysł?
Ja i my – jesteśmy do wzięcia